Obiekty/przedmioty

Wydawnictwo: Cricoteka

ISBN/ISSN: 978-83-61213-04-8
Rok wydania: 2007
Format: 170x240mm
Liczba stron: 192

Cricoteka pięknie wydała katalog przedmiotów i obiektów z przedstawień Tadeusza Kantora. Szkoda, że można je oglądać tylko na fotografiach - leżą w magazynie, czekając na powstanie muzeum Kantora "Moje ostatnie pragnienie to jest to, żeby zachować pamięć teatru... Dla mnie ważniejsze te wszystkie tzw. rekwizyty, które nazywam przedmiotami sztuki. Obrazy dadzą sobie radę" - mówił Kantor w marcu 1988 r., na wernisażu inaugurującym Muzeum Teatru Cricot 2 w piwnicach przy ul. Kanoniczej. Znaczące wydaje się owo "tzw." - rekwizyty oglądane w książce różnią się zdecydowanie od większości rekwizytów teatralnych zachowanych w muzeach i magazynach. Żadnej bylejakości czy szkicowości powodującej, że przedmiot na scenie wygląda dobrze - a z bliska już nie bardzo. Każdy z przedmiotów jest zaprojektowany (lub wybrany) przez Kantora, starannie wykonany z pieczołowicie dobranych materiałów. I choć za materiał służy głównie drewno, metal, papier i płótno, a gama kolorystyczna jest dość wąska (różne odcienie bieli, szarości, czerni, naturalne barwy drewna czy metalu), wcale nie odnosi się wrażenia ubóstwa. Dopracowanie szczegółów - wygięcie rączki wiadra, kolor i faktura starego drewna, lekkie zwichrowanie metalowego klosza lampy, kąty, pod jakimi osadzone są krzyże, nierówności ręcznie kutych gwoździ - sprawia, że każdy z tych biednych przedmiotów ma charakter. Osobna grupa to maszyny: mniej lub bardziej skomplikowane konstrukcje, wyglądające tak, jakby ktoś chałupniczą metodą, z wykorzystaniem tego, co pod ręką, budował narzędzia wyrafinowanych tortur. Kołyska z "Nigdy tu już nie powrócę" to głęboka blaszana skrzynka, chybocząca się na wysokich nóżkach, zaopatrzona w kółka i mechanizm do kołysania... Kantor nie ograniczał się do projektowania - pilnował każdej fazy produkcji dekoracji, kostiumów i rekwizytów, nawet najdrobniejszych. Osiem lat temu, podczas festiwalu Kantora w piwnicy na Kanoniczej pokazywano wystawę zatytułowaną "Wystawa byle czego". Zobaczyć można na niej było dokumenty, szkice, karteluszki, maszynopisy, rękopisy, notatki, notateczki - jakby ktoś, kto niczego nie wyrzuca wysypał zawartość paru szuflad. Papiery i papierki, poprzypinane do sznurków spinaczami (jak na sławnej "Ekspozycji popularnej" w Krzysztoforach w 1963 r.), porozkładane tu i tam, luźno połączone w tematyczne konstelacje, były fascynujące. Obok szkiców czy partytur - notatki dla pracowni. Zapamiętałam zwłaszcza jedną: zwykła kartka, na niej piękny, precyzyjny rysunek, przedstawiający prostokątną tabliczkę z dwoma otworami i przechodzącym przez nie sznurkiem (węzełki oddane zostały wiernie). Pod tabliczką, ręką Kantora, słowa: "Deski są przeborowane. Kupić sznurek. Porobić wiązania. Wymalować cyfry od 1 do 20. Kolor biały złamany". Grubszym pisakiem, najwyraźniej później, dopisał u góry: "Jeszcze niezrobione!". I na dole: "Na rany boskie, to przecież takie łatwe". Pod "łatwe" widnieje pytajnik, jakby Kantor zwątpił w swoją ocenę sytuacji i poddał się niemożności wykonania tabliczek ze sznurkiem i cyframi. Kantor - jak przypomina we wstępie Anna Halczak - bardzo dbał o swoje obiekty. Zniszczone rekonstruował, często od podstaw, przygotowywał do ekspozycji te, które używane były w niegranych już przedstawieniach. Stawały się autonomicznym dziełami sztuki, pokazywanymi na wystawach. Chciał wydostać je z teatru, by nie uległy zapomnieniu i zniszczeniu. Teatr to przecież sztuka z natury swej ulotna i nietrwała.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Klienci kupili również