Aleksander Fredro. Drogi życia

Wydawnictwo: Errata

ISBN/ISSN: 83-913140-4-9
Rok wydania: 2001
Format: 175 x 245 mm
Liczba stron: 570
Stan: Egzemplarz antykwaryczny

60,00 zł

więcej mniej

"Dzieło życia - tak zwykło się określać takie książki, jak 570-stronicowy tom "Aleksander Fredro. Drogi życia", efekt kilku dziesięcioleci pracy badawczej prof. Barbary Lasockiej. Oby tylko ciężar gatunkowy tego terminu nie odstraszył potencjalnych czytelników, gdyż opowieść o autorze "Zemsty" i barwnej epoce, w której przeszło mu żyć, czyta się wyśmienicie - w lekkości pióra autorka okazała się godna bohatera swej książki. Trudno przecenić tę pracę. Kawaleryjskie uciechy Z każdej strony tekstu - napisanego z nerwem, nie wolnego od akcentów humorystycznych - wyziera ogrom mrówczej pracy naukowca, spędzającego wiele czasu na bibliotecznych kwerendach i penetracjach archiwów. Notabene w dużej mierze ukraińskich, nie tak chętnie znowu otwierających się przed laty dla przybysza z Polski, jakby to mogło mieć miejsce dziś. Czytelnik delektuje się więc lekturą, w której realia epoki zarysowane zostały z rzadką dbałością o szczegół. Autorka ustaliła dokładne kalendarium życia Fredry, skupiając się, co oczywiste, na znaczących wydarzeniach. Znajdziemy więc nie tylko opis szlaków bitewnych przyszłego komediopisarza u boku Napoleona, ale także zwięzły rys historyczny, omawiający całe polityczne tło dziewiętnastowiecznych wojen, oczywiście z uwzględnieniem polskich nadziei na odzyskanie niepodległości. Epizod wojenny zaowocował u Fredry m. in. typowo kawaleryjskimi wierszami o mocno rubasznej treści, budzącymi do dziś emocje. Nie ma zresztą żadnego powodu, by tę frywolną twórczość pisarza zatajać. Jak Europa długa i szeroka bawiono się tak wonczas (w męskim gronie) powszechnie. Niejeden późniejszy poeta czy dramaturg zdobywał w ten sposób literackie ostrogi. Notabene po wysłuchaniu jednego ze sprośnych wierszyków, kolega z wojska wpędził przyszłego autora "Ślubów panieńskich" w kompleks nieuka, gdyż musiał go oświecić w kwestiiÉ średniówki. Inną pozostałością służby poety pod sztandarami cesarza Francuzów była typowo francuska choroba, z której wyleczył się już w kraju. Nieśmiertelny wzór: Molier Kalendarium życia Fredry to dla autorki zaledwie punkt wyjścia prowadzący często do zaskakujących odkryć. Opisując jego wizyty w Paryżu, Lasocka zadbała np. o dokładne ustalenia, jakie sztuki były w tym czasie grane na liczących się scenach miasta. Daje wyczerpujący przegląd ówczesnych teatralnych mód, wraz z omówieniami sztuk, które cieszyły się wśród paryżan szczególnym powodzeniem. Cytuje wyimki z recenzji, omawia grę najbardziej podziwianych i oklaskiwanych aktorów. A że Fredro chętnie bywał na przedstawieniach paryskich teatrów, jak również w operze, wiadomo choćby z korespondencji z rodziną i przyjaciółmi. Niestety, nie zawiera ona żadnych konkretów. Nie są znane tytuły sztuk, a do wyjątków należy podanie nazwiska autora lub tej czy innej z podziwianych gwiazd. Opisując widowiska, których w tym czasie miłośnik teatru opuścić nie powinien, autorka stwierdza: "Trudno wprost przypuszczać, by Fredro tam nie bywał". Tym bardziej, że odnajduje niekiedy paralele między jakoś postacią lub sytuacją sceniczną z ówczesnych spektakli, na nowo przez Fredrę opracowaną i zgrabnie przeszczepioną na nasz grunt w tej czy innej komedii. Skoro jednak nie ma co do tego całkowitej pewności, sugestie takie opatrzone są zawsze znakiem zapytania. Fredro był zręcznym mistyfikatorem - również własnej biografii. Prof. Lasocka przytacza m. in. wyznania komediopisarza na temat jego inicjacji twórczej. Otóż zaszedł doń Żyd z ofertą kupna nieznanych mu wcześniej dzieł Moliera. "Biorąc za przewodnika wzór tak nieśmiertelny, wyraźniej zacząłem pojmować powołanie autora dramatycznego i odtąd wziąłem się do studiów serio" - wspominał. W innym wszak miejscu ("Pro memoria") daje odmienną wykładnię: "Tęskniłem za obozemÉ nudziłem się przeto / I ażeby coś robić, zostałem poetą". Mąż Zofii, ojciec Jana Aleksandra Książka Lasockiej to również wciągająca saga rodzinna. Poprzez rodzinę Aleksandra Fredry poznajemy epokę, dziewiętnastowieczny Lwów, rodzinne gniazdo w Beńkowej Wiszni i okolice. Autorka wyjaśnia np. budzącą wciąż niepotrzebne emocje kwestię hrabiowskiego tytułu. Otrzymał go ojciec pisarza, Jacek Fredro (23 lipca 1822 r.), w uznaniu niepodważalnych zasług na polu działalności obywatelskiej i społecznej, m. in. jako deputata stanu rycerskiego w galicyjskim sejmie. Nie był to więc, jak głosi stugębna plotka rozpuszczona przez niechętnych Fredrze, tytuł kupiony. Wręcz przeciwnie - cesarz Franciszek I zwolnił nawet Jacka Fredrę z uiszczenia określonej ustawą opłaty dwóch tysięcy reńskich. Fantazji i znakomitego poczucia humoru nie brakowało nie tylko Aleksandrowi, ale i jego rodzeństwu. Do kanonu opowieści rodzinnych weszła historia, kiedy to najmłodszy z braci, Edward, spotkał się w Genewie z wracającym z Włoch dwa lata starszym Henrykiem i namówił go na podróż do Paryża. Ponieważ na wyrobienie ważnego paszportu musieliby długo czekać, Edward zaproponował bratu, że weźmie go ze sobą w charakterzeÉ służącego Bazylego. Konsekwencje przerosły jednak ich oczekiwania. Dla zachowania pozorów Henryk-Bazyli musiał niekiedy za młodszym bratem nosić jego bagaże, w hotelach przemieszkiwać w marnych klitkach, a w restauracjach jeść w pomieszczeniach dla służby. Jednak odegrali swe role do końca. Aleksander Fredro, który wyłania się z książki Barbary Lasockiej, to szczery patriota o ustalonych, konserwatywnych poglądach. Kapryśny, schorowany, podagryczny, niełatwy w obcowaniu nawet dla najbliższych. Odludek. Człowiek po wojskowemu powściągliwy w okazywaniu uczuć, jakkolwiek składający ich gorące dowody zwłaszcza wobec żony Zofii (z Jabłonowskich Skarbkowej) i ukochanego pierworodnego syna Jana Aleksandra, którego, kiedy tylko mógł, odwiedzał na przymusowej emigracji w Paryżu. Powiązania rodzinne można zresztą prześledzić na dołączonych tablicach genealogicznych. Fredro to także koneser słowników, właściciel bogatego wielojęzycznego księgozbioru. Posiadacz najwyższych odznaczeń wojskowych i cywilnych, polskich i francuskich. Inicjator wielu przynoszących sowite dochody przedsięwzięć gospodarczych. Osobowość złożona i barwna, stanowczo odbiegająca od utrwalonego przez powierzchowne szkolne kontakty lekturowe wizerunku dobrotliwego kontuszowego poczciwca. Człowiek prawdziwie godny sagi." Janusz R. Kowalczyk Rzeczpospolita 9 lipca 2002