Nowość zdjęcie Ford. Reżyser

Ford. Reżyser

Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ISBN/ISSN: 978-83-66232-26-6
Miejsce wydania: Warszawa
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 352
Oprawa: twarda

45,00 zł

więcej mniej

Aleksander Ford na świat przychodzi jako Mosze Lifszyc. Mosze ucieka przed nędzą pracy w fabryce, Aleksandra napędza ambicja i wiara w siebie. Pierwszy nigdy nie zrobił matury, drugi zmyśla studia na wydziale historii sztuki. Obaj kochają kino, które wciąż jeszcze jest nieme. Aleksander Ford debiutuje w wieku 21 lat, trzy lata później odbiera nagrodę za najlepszy film roku.
Ma talent, ale zamiast prostej ścieżki kariery wybiera niełatwą drogę twórcy zaangażowanego. Lawiruje pomiędzy komercyjnymi wymogami prymitywnego rynku filmowego, państwową cenzurą oraz ambicją robienia filmów „istotnych społecznie”. Wyrasta na pierwszego filmowego buntownika II RP. Przyparty do ściany, woli zrezygnować z gotowego filmu niż okroić go zgodnie z zaleceniami cenzury. Przez lata na peryferiach branży, po wojnie ląduje na szczycie. Znajomi obejmują najwyższe stanowiska w Polsce Ludowej — oni wybierają politykę na całego, on chce robić filmy i wreszcie żyć jak uznany reżyser. Ludzie niewiele mogą o nim powiedzieć, za to wszyscy pamiętają, czym jeździł. Dobre samochody, kobiety i garnitury szyte na miarę — tego ma sporo, i tylko filmów niewiele. W nowej Polsce ciężko je robić nawet komuś takiemu jak on. Władza oczekuje, że będzie trzymać się bezpiecznych tematów, ale on nie byłby wtedy Fordem.
Obraz człowieka wyłaniający się z dostępnych przekazów i wspomnień daleki jest od jednoznaczności. Komunista w mercedesie. Pamiętliwy satrapa, który wchodząc na plan filmowy każdego członka ekipy wita serdecznym uściskiem dłoni. Twórca chętnie korzystający z politycznych koneksji, którego Polański wspomina jako „niebywale kompetentnego filmowca”. W swych filmach nieraz podważa narodowe mity, ale potrafi je też podsycać. W swym środowisku budzi przeważnie niechęć. Kiedy w marcu ’68 staje się głównym celem ataków w świecie filmowym, nikt nie staje w jego obronie.

www.azymut.pl