Wyprzedaż zdjęcie Doma jako forma otwarta. Szumin Hansenów

Dom jako forma otwarta. Szumin Hansenów

Wydawnictwo: Karakter, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

ISBN/ISSN: 978-83-63276-60-5
Miejsce wydania: Kraków - Warszawa
Rok wydania: 2014
Format: 195 x 270
Liczba stron: 170
Oprawa: Broszura ze skrzydełkami

34,50 zł

więcej mniej

Portret domu Zofii i Oskara Hansenów w Szuminie, najpełniejszej architektonicznej realizacji idei Formy Otwartej. Do niedawna znany tylko wtajemniczonym, w tej książce zostaje pokazany z różnych perspektyw.

Ponad sto doskonałych zdjęć Jana Smagi oraz teksty Aleksandry Kędziorek i Filipa Springera (który Hansenów przybliżył już w wydanym w 2013 roku Zaczynie) uzmysławiają, w jaki sposób można o przestrzeni myśleć, przeżywać ją, tworzyć – a raczej współtworzyć.

Architektura jest tu bowiem „chłonnym tłem” wydarzeń codziennego życia. Dom w Szuminie, budowany od 1968 roku, to jeden z niewielu projektów Hansenów zrealizowanych zgodnie z ich życzeniem. Jego szczególną atmosferę budują ślady działalności i pasji Hansenów – umieszczone wokół domu instrumenty dydaktyczne do nauki podstaw kompozycji; stalowa struktura z biennale w Wenecji z 1977 roku, po której pnie się winorośl i drewniany gołębnik, który, jak pół żartem stwierdzała Zofia Hansen, był najdoskonalszym dziełem jej męża.

Dom Hansenów w Szuminie jest jedynym polskim budynkiem wpisanym na prestiżową listę Iconic Houses Network.

Czytaj więcej

Cytat z książki:

Wędrówka po tym domu to podróż między widokami. Architektura ma być tłem dla człowieka, ramą dla zdarzeń. Tak chcieli i tak jest. Bez ludzi nie ma tej przestrzeni. Pustka domaga się wypełnienia.

Szukam śladów życia, by jakoś wypełnić ten brak. A więc książki, bo są wszędzie. W szafach i schowkach, na półkach, stole, pod nim. Nawet w gołębniku. Potem obrazki na ścianach. Grafiki, szkice, rysunki, fotografie. Przypięte starannie pinezkami. Morskie kamienie, przywoził je z całego świata, na każdym wykaligrafowane miejsce pochodzenia. Sweter przerzucony przez oparcie bujanego fotela. Niedbale rzucony na posłanie czerwony koc. Firanka splątana przez wiatr, który wdarł się na werandę. W kuchni deska do krojenia, czajnik na płycie, garnki i patelnie powieszone na ścianie. Jeszcze spinacze do bielizny rozsypane w trawie. Porąbane drewno – na zimniejsze dni. I taczka z węglem – pewnie jak by mokre szczapy nie chciały zapłonąć. Wędki ułożone równo u powały szopy, siatka na złowione ryby, złamane wiosło. I ta łódź. Niewiele więcej.

[Filip Springer, Fermata przestrzeni]

www.artmuseum.pl